Menu główne:
Madagaskar
Madagaskar, 2009.09.09
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus
Moi Kochani!
Od maja aż do teraz byłem poza zasięgiem tego co tak dumnie nazywa się cywilizacją i zle mi nie było. Miałem plany wyrwania się z stamtąd już miesiąc wczeœniej, ale ta ucieczka się nie udała i kosztowała mnie ona cztery dni siedzenia w lesie przy zepsutym samochodzie, za nim mnie nie sholowano z powrotem na stację główną. Stało się tak wyłącznie z mojej winy, a było to tak.
W tym czasie ks. Bernard Goworek obchodził swoje 40 urodziny, umówiliœmy się na polską kolację u niego, miałem jechać motorem, ale w miedzyczasie proboszcz zjechał z urlopu i prosił mnie o podrzucenie mu samochodu do miasta, aby miał czym wrócić na misje. Nie powinienem się zgodzić, bo jego samochód to już jest stary dziadek i wszystko się w nim sypie, ale „proboszcz każe, wikary musi”. Ledwo ujechałem 30 km i silnik się rozsypał, a przede mną pozostało jeszcze 270 km do przejechania. Cztery dni w lesie to nic strasznego, ale ta „polska kolacja”, która mi przeszła obok nosa, do dzisiaj nie mogę jej jeszcze odżałować.
A w życiu codziennym normalka, praca w stacji głównej, z niewielkimi odskokami na wioski. Pewną zmianę przyniosły wakacje, nie trzeba się trudzić przy katechezie, ale co zrobić z wałęsającymi się dzieciakami i młodzieżą w czasie wakacji. W każde popołudnie jest otwarta œwietlica przyparafialna, jest ona uboga w sprzęt, ale po malutku dorabiamy się nowych rzeczy. Dzięki pieniądzom od dobroczyńców misji mogłem złożyć zamówienie na „piłkarzyki stołowe”. Jest tylko mały problem, takie rzeczy można kupić tylko w stolicy, teraz szukam okazji aby to z stamtąd œciągnąć do nas na peryferie .
Druga rzecz która mnie bardzo cieszy to zamiłowanie moich parafian do muzyki. Młodzież i dzieci są gotowi codziennie się spotykać aby ćwiczyć pieœni i tańce. Wymaga to trochę wysiłku aby to wszystko zorganizować, ale dzięki pomocy wielu ludzi udało nam się stworzyć dwie grupy muzyczne: dziecięcą i młodzieżową. Grupa dziecięca przez całe wakacje przygotowuje się do występu-koncertu, który ma się odbyć na początku roku szkolnego. A grupa młodzieżowa w tygodniu ćwiczy, a w soboty i w niedziele idzie na wioski z koncertami ewangelizacyjnymi.
Ze strony muzycznej niewiele mogę im pomóc z moim anty talentem, ale ze strony organizacyjnej ciągle czuwam nad moimi czarnymi owieczkami. Bardzo cieszy mnie ten ich zapał oraz wykorzystuję to by w ich życie wprowadzić zwyczaje chrzeœcijańskie, poprzez katechezę czy tez systematyczną modlitwę. Wielu z nich pragnie iœć za Jezusem, ale nie wiedza jak to zrobić. Znają tylko zwyczaje przodków, ale poprzez wspólne przebywanie razem staram się im pomagać odkryć wspaniałoœć daru chrzeœcijaństwa jaki daje Chrystus.
Polecam siebie i moich Malgaszy waszej modlitwie.
Niech Was Pan błogosławi i strzeże.
Ludwik MSF
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Moi Kochani!
Serdecznie Was pozdrawiam z Manja (czyt. mandza), a konkretnie ze stolicy naszej diecezji z Morombe, gdzie zjechali się wszyscy księża z naszej diecezji (jest nas cos około 20, 5 diecezjalnych, dwóch jezuitów, a reszta to MSF) na doroczne spotkanie diecezjalne po wielkanocne. Niektórzy jechali tutaj trzy dni, ja tylko dzien.
Jak wam minęły œwięta? Zdaje mi się ze zimowo, ale nie jestem tego pewien. Jak smakowała œwięconka, a czy Poniedziałek Wielkanocny był mokry? No i najważniejsze, Czy w Wielkanoc znaleŸliœcie pusty grób?
Dla mnie te Œwięta były pierwsze w zaprawie misyjnej. Nie były one zbyt wyczerpujące, gdyż kaplica do której dojeżdżałem przez cale Triduum znajdowała się zaledwie kilkanaœcie kilometrów od Manja. Wiec codziennie po liturgii wracałem do stacji głównej. Ale jednak po każdej liturgii mogłem wykręcać koszulę mokrą od potu. Ciasna kaplica, wypchana po brzegi `czarnymi` duszyczkami, ale co dla mnie było najtrudniejsze to kiepskie oœwietlenie, troszkę œwiatła wpadającego przez niewielkie okienko i dwie œwieczki na ołtarzu, a tu trzeba czytać teksty liturgiczne w obcym języku. Ale podobno z tej próby wyszedłem zwycięsko, zapewniali mnie o tym wierni. Nie wiem czy na pewno tak było, czy tylko mówili tak z grzesznoœci. Ale starałem się. Na œwiatków mam cale Niebo.
Można by wiele opisywać o malgaskich zwyczajach wielkotygodniowych, mimo że liturgia na Madagaskarze, w Rzymie, czy w Polsce jest taka sama, to jednak ma ona tutaj trochę swoją specyficzną barwę. Ale nie będę o tym pisał bo to trzeba przeżyć samemu. Ale powiem Wam co było po tym.
Po uczcie duchowej czas na posiłek dla ciała. Dając trochę czasu żonie katechisty na przygotowanie posiłku, poprosiłem dzieci by mnie oprowadziły po wiosce. Kilka chałupek gliniano słomianych, przy każdej się zatrzymać, zamienić kilka zdań z gospodarzami, oczywiœcie na ile pozwalały mi moje umiejętnoœci językowe i wracam do domu katechisty na obiad. A ten wraz z żoną prowadzi mnie do kaplicy. Zdziwiłem się ze tacy pobożni ludzie, zaczynają posiłek od modlitwy przed Najœwiętszym Sakramentem. Ale jakie było moje zdziwienie gdy weszliœmy do œrodka!? Na œrodku kaplicy stół, jedno krzesło (zapewne jedyne takie meble we wsi, gdyż tradycyjna rodzina malgaska nie potrzebuje takich rzeczy), kopiata miska ryżu i kawałek kurczaka. Trochę mi zajęło czasu wytłumaczyć strapionym malgaszom, że ja wcale nie gardzę ich posiłkiem, lecz chcę go spożyć wraz z nim. A wiec wróciliœmy do ich chatki i usiedliœmy na słomianej macie
rozłożonej na ziemi i wraz z ich 10 dzieciakami z apetytem wcinałem ryż popijając woda.
Gdy opowiadałem Antkowi (mojemu bratu) te historię, on nie rozumiał mojego zdziwienia, przecież jest czymœ normalnym, że je się w koœciele, a jak nie ma we wsi stołu, to do tego celu wykorzystuje się kamienny ołtarz.
To tyle ze zwyczajów malgaskich. A z bieżących spraw to składam zamówienia na wszelkie nasiona warzyw i kwiatów. W kancelarii, znalazłem po bracie paczkę nasion kapusty z sprzed kilku lat. Wysiałem to i zdaje mi się że kilka ziarenek mi z tego wzeszło. No ale marzy mi się coœ więcej, przydałoby się jakoœ ten ryż ubogacić warzywami, no i do koœcioła tez warto by było coœ œwieżego zanieœć. Macie teraz sezon siewczy, może nie wysialiœcie wszystkiego, jeœli tak, to z pokorą serca proszę wsypcie te resztki do koperty i przeœlijcie na drugi koniec œwiata. A może na strychu znajdzie się `Poradnik młodego działkowca`. Przepraszam za moja nachalnoœć, ja to tylko pisze tak na marginesie.
Serdecznie Was pozdrawiam, niech Zmartwychwstały Chrystus udzieli Wam obfitoœci swoich łask.
Ps. Do piątku trwa spotkanie, czyli do piątku będę uchwytny pod tam adresem: fianabrousse@mel.wanadoo.mg, ale w rubryce `temat` musicie wpisać adres biskupa: ecarmor@vitelcom.mg.
A nawiasem mówiąc szczęœcie w nieszczęœciu. Dzięki temu że Bóg powołał Jana Pawła II w tym czasie do siebie, będę miał możliwoœć uczestniczenia w jego pogrzebie, gdyż na biskupstwie jest telewizja satelitarna. Po francusku, ale zawsze coœ.
Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie, a œwiatłoœć wiekuista niechaj mu œwieci.
(...)
Pozdrawiam wszystkich Norwegów z rodowodem polskim.
Z Bogiem.
Ludwik