Menu główne:
Latami > 2003
Oto nasz dom na prawie cztery dni. Wypływamy na rejs na Lofoty, wyspy słynące w całej Europie z połowów ryb. Płyniemy nie tylko by połowic ryby, ale by przede wszystkim podziwiać różnorodnoœć i wspaniałoœć przyrody norweskiej.
Ostatnie na kilka dni spojrzenie na Bodo i płyniemy dzięki uprzejmoœci Kapitana Stiga B. Nilsena oraz Joanny Skowron.
Równolegle z nami wypłynęli również znajomi na jachcie. Jak się póŸniej okaże, po drodze i w portach spotkamy wielu ludzi z Bodo.




Płynęliœmy oczywiœcie pod norweską banderą. Wspierani przeróżnymi elektronicznymi instrumentami.








Pierwszego dnia pogoda była nie najlepsza, ale bardzo przyjemna.
W godzinach wieczornych dopłynęliœmy do miejscowoœci Helnessund, gdzie niedaleko już do Steigen, skąd pochodzi Stig. Tutaj między innymi skorzystaliœmy ze stacji benzynowej by zatankować trzy tony paliwa.








Wieczorem kolacja serwowana przez Gospodarzy Gasstena. Daniem głównym były krewetki. Okazały się nie takie straszne.
Na drugi dzień, wczeœnie rano, bo już po piątej pobudka i wypływamy na łowisko. Niestety pogoda była fatalna, do tego sztorm. Muszę się przyznać, że 3-4 godziny zajęła mi walka z morską chorobą, ale na szczęœcie wyszedłem z tego obronną ręką.








Po południu jednak pogoda bardzo się poprawiła, zaœwieciło nawet ostre słońce i zaczęło się łowienie rybek. Oczywiœcie nie byliœmy sami. Byli inni, zawodowi rybacy i bardzo dużo amatorów. Połowy się udały, nigdy nie widziałem takich rybek złowionych na sam haczyk bez przynęty i nawet nie na wędkę ale tylko na żyłkę.








Po połowach zawinęliœmy do Henningsvaer. Tam spacer, obiad ze œwieżych, dopiero co złowionych rybek i kąpiel w badestamp (balia z gorącą wodą wystawiona na œwieżym powietrzu). W czasie naszej kąpieli nawet pojawiła się zorza polarne.








Henningsvaer to rybacka miejscowoœć leżąca na kilku wysepkach, bardzo malutkich. Tutaj rybacy zatrzymywali się i mieszkali przez sezon rybacki. Tutaj też sprzedawali swoje ryby. Niektórzy suszą dorsze na œwieżym powietrzu.
Następnego dnia niespodzianka. Spadło trochę œniegu i pogoda się na tyle popsuła, że nie wypłynęliœmy na łowienie ryb, a nasza dalsza podróż do Svolvaer stanęła pod znakiem zapytania. Za to był czas na spacer po Henningsvaer i na odwiedzenie miejscowej galerii - muzeum i przetwórni ryb.








Przed wieczorem jednak kapitan zadecydował o popłynięciu do Svolvaer.
W Svolvaer tradycyjna kolacyjka w kapitańskiej restauracji.








W niedzielę wróciliœmy do Bodo.
Następna wyprawa może już za tydzień.




Podmenu