Jan Tetzlaff MSF Strona prywatna


Idź do spisu treści

Menu główne:


15.11.04 Klopotliwa pogoda

Latami > 2004

Czas mija szybko, wydaje się, że niedawno przyjechałem do Bodo, a to już ponad dwa tygodnie temu. W sobotę 13 listopada 04 poleciałem do Leknes, a stamtąd pojechałem na Storfjord by odprawić comiesięczną Mszę œw. w Parafii Œw. Rodziny. Co prawda są tam Cystersi, ale z jakiegoœ powodu Administrator (pastor Torbjorn Olsen) zdecydował, że mam tam pojechać. Jest to o tyle dziwne, że w tym samym czasie do Bodo pojechał Ojciec Dariusz - Cysters ze Storfjordu. No ale cóż, nie ode mnie to zależy.
W niedzielę, 14 listopada Msza œw. została odprawiona. Zaraz po Mszy i krótkiej kirkekaffe organista podwiózł mnie na lotnisko. O 14.00 miałem planowany powrotny samolot do Bodo.

WsteczPlayDo przodu

Nastąpiło jednak gwałtowne załamanie pogody, opady œniegu i silny wiatr. Odwoływano kolejne samoloty i wydawano kolejne bilety. W sumie miałem ich chyba pięć, na kolejne loty, ale niestety żaden samolot w tym dniu do Leknes ani nie przyleciał, ani nie odleciał. Wszyscy pasażerowie siedzieli i czekali, a œnieg padał, padał i padał, że œwiata widać nie było. I tak do godziny 20.30. Nie było już na co czekać. Zamówiłem taksówkę i kazałem się zawieœć do Stamsund na hurtigrutę o 21.30. Taksówka przyjechała po około dziesięciu minutach i wyruszyliœmy w drogę do Stamsund. To około 20 km. Pogoda wcale się nie poprawiła. Droga była pełna œniegu, na poboczach stały samochody, które z jakiegoœ powodu nie pojechały dalej, ale œniegu nikt nie odgarniał - helga, tzn. weekend. Pocieszeniem były drzewa ubrane w œnieżne czapy, które w œwietle samochodowych reflektorów wygląda bardzo malowniczo i pięknie. Pogoda nie poprawiała się ani na centymetr, spodziewałem się, co mnie czeka i hurtigruta nie była dobrym wyjœciem, ale jedynym możliwym. Nikt bowiem nie mógł gwarantować, że nazajutrz jakikolwiek samolot przyleci i odleci z Leknes, a ja miałem już bilet na samolot z Bodo do Tromso.
Hurtigruta Lofoten (najstarsza z pływających maszyn) przypłynęła tylko kilka minut spóŸniona, ale miała kłopoty z zacumowaniem przy kai. Ale udało się i weszliœmy na pokład. Spotkali się prawie wszyscy z oczekujących na lotnisku. Jeszcze zanim odbiliœmy od brzegu załoga roznosiła i rozdała każdemu woreczki - każdy może się domyœleć na co i po co. No i mieli rację. Droga ze Stamsund do Bodo hurtigrutą była najgorszym, dotychczasowym przeżyciem mojego życia. A przecież po podróży z Hammerfestu obiecałem sobie, że już nigdy więcej hurtigruty. Ale cóż było zrobić, tylko ona została. Wiało i padało. Woda wlewała się na otwarte pokłady, a biedną szalupą targało we wszystkie strony. W takich warunkach najlepiej się położyć na podłodze, co zresztą zrobiłem, ale chyba trochę za póŸno. Trzeba było trzymać się nóg od stołu, na szczęœcie przykręconych do podłogi, żeby samemu nie turlać się od œciany do œciany. Krzesła i fotele przesuwały się w jedną i w drugą stronę o ile pozwalały im na to łańcuchy, którymi były przytwierdzone do podłogi. Po czterech godzinach takiej huœtawki prom przybił do brzegu w Bodo. A tu ani œladu œniegu.


Początek | 10.05.28 70. r. bitwy o Narvik | 10.05.27 Polacy w Hakvik | Latami | Inne | Różnosci | MSF | Mapa witryny


Polska, Norwegia i gdzie nogi poniosą i oczy zobaczą... | admin@jtetzlaff.com

Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego